Kolejny sezon dobiega końca, z tym sezonem kończy się moja przygoda z kategorią junior ale rozpoczyna nowa przygoda, która będzie wymagała więcej pracy i wysiłku. Nowe wyzwania i możliwości, ale może zacznę od podsumowania mijającego sezonu.
Od czego by tu zacząć, wszyscy mową ze najlepiej zaczynać od początku a ja dla odmiany zacznę od końca. Więc jaki był ten sezon?? Na to pytanie jest naprawdę ciężko odpowiedzieć, bo sezon to prawie siedem długich miesięcy startowych, a dziewięć miesięcy ciężkich przygotowań. Na samym początku nowego roku kiedy znałem już terminy poszczególnych imprez sportowych, rozplanowałem swój własny kalendarz startów. Wszystko ułożyłem pod jeden cykl odbywający się w Zielonej Górze, w którym walczyłem o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej, i to był mój największy priorytet w całym sezonie. Wydaj się to taki banalne, ale tak naprawdę to długi i trudny okres. Ciągłe treningi, dieta, mało czasu dla znajomych, i ciągły stres związany z zawodami. Nie lubię się denerwować, bo wszyscy wiemy ze to tylko zabawa, ale inni uczestnicy przez cały sezon utrzymywali bardzo dobry poziom, wiec nie mogłem odpuścić. Cały cykl był bardzo ciekawy, trasy z edycji na edycje było coraz bardziej wymagające, a moja forma była różna. Dzięki wygraniu 4 edycji udało mi się obronić tytuł z ubiegłego roku i ponownie wygrać klasyfikacje generalna. Moi koledzy z klubu również spisali się na medal zajmując w generalce drugie i trzecie miejsce. Czyli całe pudło dla Żar. Moim mniejszym priorytetem było uplasowanie się w pierwszej trójce na sierpniowym Żary XC 2008, niestety tutaj moje plany pokrzyżowała pogoda, która był masakryczna. Po mimo dobrego przygotowania nie udało mi się tego zrealizować, trochę szkoda ale cóż taki jest ten sport. Dużą niespodzianką było dla mnie 3 miejsce w maratonie organizowanym przez Czesława Langa Skandia MTB Maraton, który potraktowałem treningowo. Ale mijający sezon to nie tylko same wzloty, często bywają też upadki i chwile słabości, które towarzyszyły mi przez większość sezonu. Heh zawsze pod górę i z wiatrem w oczy, ale mnie to nie ruszało. Miałem swój cel, swoje marzenia i nie odpuszczałem. Wiedziałem, że jak odpuszczę, to cała moja ciężka praca pójdzie na marne. Na takie kryzysy najlepszy jest rower, pozwala zapomnieć o całym świecie i otaczających nas problemach. Jak pisze Joe Friel w jednym z rozdziałów swojej książki „Dzięki kolarstwu górskiemu poznałem siebie. Również dzięki kolarstwu odnajduje siebie, gdy moje życie osobiste zaczyna się walić”. Coś w tym jest :P
„Odpoczywać musisz równie intensywnie, jak trenujesz” i na razie tego się trzymam. Obecnie jestem w fazie roztrenowania, chodzę na basen, weekendowo wychodzę na rower w formie relaksu, jeśli jest w miarę ładna pogoda, gdyż od pewnego czasu doskwiera mi ból kolan, więc staram się uważać na siebie. Podsumowując mijający sezon mogę go nazwać „Sezonem życia”.
Pozdrawiam Bulinek ;) |